This page is hosted for free by cba.pl, if you are owner of this page, you can remove this message and gain access to many additional features by upgrading your hosting to PRO or VIP for just 5.83 PLN.
Do you want to support owner of this site? Click here and donate to his account some amount, he will be able to use it to pay for any of our services, including removing this ad.
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl

teksty - Dragon Ball

Rozdział 5: Ciekawość Trunksa!

Trunks idzie po pustkowiu, na którym się ocknął, już z godzinę i na razie nikogo nie spotkał, ani nie zauważył nic co pomogłoby mu w stwierdzeniu gdzie jest. Nie znalazł też swojego ojca. Nie wie gdzie on jest, ani gdzie jest Vegeta. Dziewięcioletni chłopak idzie szybkim krokiem, choć ten upał, który panuje jest prawie nie do wytrzymania. Jednak Trunksowi dodaje sił myśl o tym co by powiedział jego ojciec, gdyby zrezygnował z wysiłku z tak błahego powodu. Trunks nagle zauważył ruinę chyba jakiegoś zamku. Skierował się tam. Chłopak przez zrujnowaną bramę. Znalazł się na obszernym dziedzińcu pełnym gruzu. Na środku dziedzińca znajdował się główny budynek w nie najlepszym stanie. Jasno włosy chłopak wszedł ostrożnie do środka. Chce bowiem sprawdzić co to za budowla. Widać jedno od dawna jest opustoszała. Mały półsaiyan rozgląda się uważnie po sieni i widzi stare, stalowe drzwi, które są zamknięte. Trunks otwiera je choć są dosyć ciężkie. Zanim poszedł dalej włączył latarkę, którą wyjął z kieszeni, była tam w postaci kapsułki. Idzie dalej oświetlając sobie drogę latarką. Korytarz jest długi i ciemny. Nagle zobaczył schody, postanowił najpierw zejść na dół. Ledwo zszedł do podziemi, a zaatakowało go kilka humanoidalnych stworzeń, które śmierdziały jak rozkładająca się padlina, to były zombi. Trunks odskoczył. Puścił jednego słabego ki-blasta i było po sprawie.
-Hm… to miejsce przypomina mi jakieś RPG z gier komputerowych, w które
grałem! – stwierdził chłopak i poszedł dalej. Idzie bardzo ostrożnie. Wie, ze mogą być tu pułapki i oczywiście jakieś niezbyt przyjazne stwory. Jednak ciekawość jest u chłopca silniejsza od ostrożności. Trunks odziedziczył bowiem po ojcu Saiyanskie geny, w tym chęć dobrej walki. Trunks nie odziedziczył po Saiyanskich przodkach żadnej charakterystycznej cechy wyglądu. Po przejściu przez drzwi zaatakowało go 15 szkieletów. Chłopak szybko sobie z nimi poradził. Patrzy na to pomieszczenie. I widzi na środku wspaniały ołtarz, który przetrwał w niezmienionym stanie przez wiele wieków. Chłopak podszedł do tego ołtarza i przyjrzał mu się. Był teraz w zamkowej kapliczce. Na ołtarzu były wyrzeźbione różne runy. Trunks nie potrafi ich przeczytać. Po kilku minutach decyduje się na dalszą drogę. Wychodzi z pomieszczenia przez czarne z dziwnego materiału drzwi. Gdy tylko przez nie przeszedł zdębiał, cała komnata była wysadzana drogocennymi klejnotami. Nigdy jeszcze nie widział tylu klejnotów na raz. Komnata była obszerna. Trunksa dziwiło, że nikt nie złupił tego drogocennego skarbu, choć ten zamek od dawna jest opuszczony. Wzrok Trunksa przyciągnęła stojąca na postumencie złota szkatuła. Chłopak podszedł do niej i ją otworzył. Ledwo to zrobił złoty dym wyleciał ze szkatułki. Po kilku minutach złoty dym zniknął, a na jego miejscu pojawiła się kobieta o złotych oczach i włosach, była niezwykle piękna. Ubrana była w białą długą suknie, miała też białe skrzydła. Trunks stał zdziwiony, niespodziewał się czegoś takiego.
-Co tu robisz, chłopcze? – spytała melodyjnym głosem dziwna kobieta. Trunks nadal był zbyt zdumiony aby cokolwiek powiedzieć.


wróć

Komentarze